piątek, 20 listopada 2020

okręty

 

 

okręty

o wzdętych żaglach

cisza w muzeum

 

 

 

zniknęła

kiedy się oglądam

nieruchoma ropucha

 

 

  

dzień umiera

nie odzyskawszy przytomności

grudniowy deszcz

 

 

piątek, 30 października 2020

Instrumenty

 

Instrumenty

W letnie popołudnie nastawiasz Koncert na róg i orkiestrę Mozarta. Chichoczemy i brykamy po lesie, gwiżdżąc i pohukując na polanach. Mówisz, że mama jest szczęśliwa, nic jej nie boli. Lubię brzmienie twoich strun głosowych. Kiedy milczysz, pękają mi bębenki. Wieczorem szumi deszcz.

lacrimosa
młoteczek i kowadełko
w twoim uchu

 

 

 

Progeria

Podróżując z prędkością stu tysięcy kilometrów na godzinę, gapimy się w przestrzeń. Statek kosmiczny Ziemia zaczyna się przegrzewać, ale my nie umiemy powstrzymać gnicia. Mogę tylko zaprosić cię na spacer. Potem siadamy w kawiarni i patrzymy, jak inni ludzie umierają.

kości przeświecają
przez wytarte ciała
przenikliwy wiatr

 


piątek, 23 października 2020

trzmiel kołysze się

 

 

trzmiel kołysze się

na błękitnej facelii

westchnienie lata

 

 

 

haute couture boutique

wyniosłe twarze

manekinów

 

 

 

parny wieczór

jej francuskie perfumy

mówią oui

 

 

piątek, 25 września 2020

pełen miłości

 

 

pełen miłości
dotykam nabrzmiałych
torebek niecierpka

 

 

puszczanie kaczek
tamci na drugim
brzegu Styksu

  

 

zimowy wieczór
wiatr uderza w nią
jak damski bokser

 

piątek, 11 września 2020

letni upał




letni upał
krowa w kurczącej się
sadzawce cienia




letnia susza
strzałki wodne
celują w niebo




moje wnętrzności
poruszyły się dla ciebie
letni wiatr



sobota, 22 sierpnia 2020

zdejmuję skórę




zdejmuję skórę
przed wyjściem na spacer
wiosenny wiatr




letnie południe
fletnia Pana odurza
kochanków do snu




zakurzony manekin
z otwartymi ustami
letni deszcz



poniedziałek, 3 sierpnia 2020

Haiku Adama Asnyka



Haiku z wierszy Adama Asnyka


toń tak głucha
milcząca fala o brzeg
nie trąca


jako cienie przelotne
pijmy rosy wilgotne


pośród wonnych jałowców
dumające widziadła
szepczą


my z własnego
wracamy pogrzebu


rzuć ostatnie
promienie nam
na drogę podziemną


młodość nasza
mija bezpowrotnie
jak błyskawica


północ już bije
rok stary w mgły się rozwiewa
jak sen


rok stary
jak ziarno piasku się stoczył
w czasu przestrzenie


śpiewa ci ptaków chór
w twym niebie
nie ma chmur


już opustoszał
święty las i czarów
w sobie nie mieści


na skrzyżowaniu
ciemnych dróg żadne widmo
nie siada


przycichła pieśń
i kona już nie budząc
żadnego echa


witały mnie
po drodze rozmarzone
oczy kwiatów


noc czerwcowa
woń duszącą
kwiatów śle


wietrzyk z góry
na mnie sypie
kwiatów śnieg


świat się chowa
w księżycowej
srebrnej mgle


przy kwitnącej
siedząc lipie białych chmurek
śledzę bieg


jakieś kwiaty
jakieś twarze
w oczach mam

czy musnęła czoło drżąca
pieszczotliwa miękka dłoń
czy to motyl nocny trąca moją skroń?


nie wrócisz mi
młodości dni
o czarodziejko wiosno


czy to w liściach twarz
widziadła czy księżyca
promień drży


mnie tylko daj
szumiący gaj
nad moją głowę senną


kłos złoty nowych pól
nowych kochanków
zachwyty


czy to rosa
nagle spadła
czy też łzy?


powoli
światło się wciska
i dalej posuwa w głąb


już obrońce
na spoczynek poszli długi
i nad nimi zaszło słońce


przeszłość cała
jasna żywa zatonęła
w nocną ciszę


duch mgłami spowity
zimną dłoń kładzie
na ziemi


po kwiatach
co się rozwiały zostały
ciernie samotne


pogodnie lśnią
błękity nad pogiętych
skał koroną


wietrzyk mgłę rozpędza
i ta rwie się
w chmurek stada


nie dla mnie już
rumieńce róż
i świeżych uczuć zdroje


góry wyszły
jak z kąpieli i swym łonem
świecą czystym


zdrój srebrną pianą
bryzga gdy po ostrych
głazach warczy


przez zielone
łąk kobierce dzwoniąc
idą paść się trzody


cisza
tylko w oddali gdzieś
potoki pluszczą


głazami pokryte
koryta zdają się
placem boju


wszystko zaszło
świat cały
napełniony mrokiem


mgła pokryła przepaści
szarym swym obłokiem
i jezioro zniknęło


cichy szelest rosy
po drżących
liściach drzew


widma gór
nocnymi mgłami dymią
wdziewają płaszcze chmur


wysoko na skały zrębie
limba iglasta koronę
nad ciemne zwiesiła głębie


na piętra gór
na ciemny bór
zasłony spadły sine


zacina deszcz
i wicher dmie
zaniknęła morza dal


ten szum siekących
deszczu rózg ten jęk
piskliwych mew


księżyc na wodospadzie
haftuje srebrem
strumienia bieg


lasy drzemią w oddali
szemrząc modlitwy
wieczornej chór


odblask promienny
płynący ku mnie
na srebrnej mgle


w deszczowych łzach
granitów gmach
rozpłynął się w równinę


wypłyniem zwolna
na wód leniwych
spokojny szlak


pijąc tęsknotę
i nocny chłód


rwąc kwiaty marzeń
na srebrnej mgle


śmieję się
i piję wino
mieszane z łzami


gdy jabłoni
kwiat opada
kalina zakwita


we mgle wieczornej
usiadło samotne
blade widziadło


schyłek roku w mgieł pomroce
gdy wiatr jesienny
zwiędłym liściem miota